43-100 Tychy ul. Budowlanych 94
tel. / fax: 32 327-78-77

Artykuły

Gerard Warcok, Bogusława Penc

 

 W sporze o maseczki.

   Łatwiej oburzać się na maseczki tekstylne na twarzy aniżeli na niewidzialne maski działające w głowie. Manifestowana gorliwość w zdzieraniu zewnętrznych maseczek ma odwrócić uwagę od tego, co pod pozorem otwartości i wolności jest zamaskowane i ma pozostać zniewolone i zakryte. Także przed sobą samym. Może być to świadomą manipulacją, bądź nieświadomym zagłuszaniem jakiejś prawdy. W leczeniu psychoterapeutycznym, we współpracy z pacjentem, staramy się odsłaniać kurtyny zasłaniające i zagłuszające prawdziwe Ja. Dotarcie do zamaskowanych z różnych powodów aspektów wewnętrznego potencjału, pozwala na lepsze życie.

 

Gerard Warcok, Bogusława Penc

 Pożytki z okazji i wolnej woli.

   W praktyce psychoterapeutycznej stwarzamy warunki do życia w zgodzie z delfickim przykazaniem: "poznaj samego siebie". Korzystając z okazji jakie dają przejęzyczenia, sny, wolne skojarzenia, wkraczamy na "królewską drogę do nieświadomości". Ich analizowanie prowadzi do odzyskania skazanych na niebyt psychicznych krain i do wzbogacenia osobowości.

   Od poczęcia, ciało jest zaprogramowane na przyjęcie potężnych możliwości umysłu. Czasami jednak nasza psychika odwraca się od poznania i rozjaśnienia swojego cienia. Korzysta z okazji, by odrzucić to, co jest odsłaniane i chce ściemnienia. Wewnętrzna opozycja przez to ma się dobrze. Brak współpracy powoduje, że naturalne konflikty przeradzają się w złośliwą niezgodę i totalną opozycję.

   A życie państwa jest jak życie człowieka. Czasem można doznać wrażenia, że przeszłość depcze po piętach. U schyłku XIX wieku wybitny duński pisarz Jerzy Brandes (1842 - 1927) odnotował: ..."Wszędzie, wszędzie fanfary potężnych gwałtowników, lub chóry bezczelnych hipokrytów. I wszędzie głupota jako gwardya przyboczna kłamstwa, wszędzie cześć i bojaźń przed wszyskiem co podłe, wszędzie to samo gminne urąganie temu, co jedynie święte i szlachetne". "O, Polsko! Ty jesteś wielkim symbolem. Symbolem spętanej i zdeptanej wolności, symbolem bez widoku zwycięstw, a jednak z nadzieją zwycięstwa wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu – pomimo wszystko". ..."Polska stopiła się w naszem pojęciu w jedno z nadzieją czy też iluzyą o postępie kulturalnym naszej epoki. Przyszłość Polski łączy się nierozerwalnie z postępem cywilizacyi, a zupełny jej upadek oznaczałby zwycięstwo nowożytnego militarnego barbarzyństwa w Europie". [Brandes J.: Polska. Lwów; Nakładem Księgarni H. Altenberga, 1902 (II wyd.). s.364, s.130].

   Pomimo wszystko, w 1918r. skorzystaliśmy z okazji i przywróciliśmy nasze państwo po 123, a dla pierwszych ofiar po 146 latach rozbiorów.

   Pomimo wszystko, robimy swoje, bo jest to dobre. Pacjenci mogą się o tym przekonać.

 

Lipiec 2020r.

 

 

 Z cieniem za pan brat. 

   Czymś zwyczajnym jest przenoszenie się z jawy w sen i z powrotem. Czymś niezwyczajnym jest współdziałanie jasnej - świadomej i ciemnej - nieświadomej strony umysłu. Żeby dostrzec światło i radować się słońcem potrzebny jest cień i ciemność. Jednostki i społeczeństwa posiadają swój "psychiczny cień" – treści trudne do pomieszczenia w świadomości. Może to być zarówno mroczna, negatywna, jak i pozytywna, opiekuńcza część własnego "Ja" i własnego "My". Zacieniona strona umysłu tworzy opozycję i upomina się o uwagę. Ignorowana, dodaje dziegciu do beczki miodu. Zwalczana, krzepnie i powoduje, że ludzie, jak lunatycy błądzą w ciemności, bojąc się przebudzenia. Potrzebne jest wzmacnianie świadomej części umysłu, by mogła ona życiodajnie kooperować z nieświadomością. Wspólne dobro budowane poprzez dbanie o świadomą i nieświadomą część psychiki jest podstawą bezpieczeństwa. Pozyskanie swojej wewnętrznej opozycji do współpracy decyduje o sukcesie w psychoterapii.

Gerard Warcok, Bogusława Penc

czerwiec 2020r.

 

Maseczki na brodzie w walce o dobro wspólne.

   Ludzie chcą oddychać, żyć pełną parą, być aktywni. Zapominają, że co za dużo, to niezdrowo. Przychodzi koronawirus. Zabiera oddech i unieruchamia. W relacjach międzyludzkich czymś zwyczajnym jest udawanie. Powszechna skłonność do bajeranctwa i oswojenie się z nim buduje świat pozorów i absurdów, w którym przychodzi jednak realnie żyć.

   Więcej w artykułach i komentarzach poniżej... i  w życiu.

Gerard Warcok, Bogusława Penc

maj 2020r.

 

Tragiczny los zwabionych przez sztuczne słońca ciem, dotyczy nie tylko ciem.

 

   Ludzie utrudzeni i skołowani odwracają się od psychologicznego i duchowego wymiaru życia. Czymś świętym staje się to, co nieświęte. Skuteczne okazują się pułapki materialnych, psychicznych i duchowych pozorów. To co lśniące, łatwe, szybkie do osiągnięcia - staje się pociągające. Zmodyfikowane pokarmy dla ciała i ducha wygrywają z trudną do przyswojenia prawdą. Atrakcyjne jednostki mają magiczną moc przyciągania i stają się autorytetami. Nieświadomie pełnią funkcję współczesnych wyroczni i królów z dawnych mitów i bajek. Ich naśladowanie, dając złudne poczucie atrakcyjności i mocy zastępuje prawdziwą przemianę. Sztuczne słońca oślepiają i rozpalają emocje, które spopielają zdolności samoobronne.

 Gerard Warcok, Bogusława Penc (maj 2020r.).

 

 Gerard Warcok, Bogusława Penc

   Jak świat długi i szeroki toczy się walka z koronawirusem. Atak patogenów uruchamia reakcje obronne w organizmach jednostki i społecznych. Biologiczne i fizyczne wirusy nie są widoczne dla ludzkich oczu aledostrzegane przez układ immunologiczny. Chroniczny stres i nadmierne wzburzenie emocjonalne osłabiają odporność. W silnym wzburzeniu emocjonalnym i w "burzy cytokin" ciosy padają na prawo i lewo. Niszczą to co chore ale i to co zdrowe. Mieszkańcy globu ziemskiego prawdopodobnie nie mogą żyć bez wojen.

   Ludzie odwracając się od swych odrzuconych części, które stają się niewidzialnym wrogiem, zaczynają z nimi walczyć. Są nawet w stanie działać na przekór samym sobie doprowadzając do autodestrukcji. Napór nieprzetrawionych i nieprzyswojonych treści destabilizuje człowieka i jego układ obronny.

Kwiecień, 2020r. 

 

Gerard Warcok 

Psychika i koronawirus.

   Głowa wciąż jeszcze rządzi. Psychika i mózg sterują układem immunologicznym. W zmaganiach z chorobami, zdrowa fizjologiczna odpowiedź obronna powoduje łagodny ich przebieg. Nieadekwatnie słaba lub zbyt mocna reakcja na atak chorobotwórczych intruzów szkodzi organizmowi. Tak też dzieje się z ofiarami koronawirusa. System odpornościowy walcząc z chimerą wirusów SARS-CoV-2 zwraca się przeciwko swoim panom i paniom. Rozjątrzona, schaotyzowana armia cytokin atakuje to co zdrowe, powodując niemożność złapania tchu i niewydolność wielu narządów. Podobnie w innych chorobach, szczególnie "cywilizacyjnych" i autoagresywnych, kaskadowy wzrost regulatorowych białek pro- albo przeciwzapalnych – cytokin, powoduje gwałtowną burzę i wyniszczenie w organiźmie.

  Psychoterapia pomaga uwolnić się od destrukcji w wewnętrznym świecie człowieka. Dbałość zarówno o cielesne i psychiczne aspekty, a więc o dobro wspólne, wspiera życiodajność. W artykule: "Miłość ludzi do chimer, które ich niszczą" omawiane są psychologiczne aspekty rozbrajania indywidualnej i zbiorowej odporności na patogeny.

 

         Refleksje pacjentów są zamieszczane poniżej wymienionego artykułu.

 

  Gerard Warcok

 O dziwnej miłości ludzi do chimer, które ich niszczą.

 

   Walka z pandemią COVID-19 toczy się wewnątrz i na zewnątrz człowieka. Opiekuńczość i samoleczenie organizmu są szczególnie ważne, ponieważ nie ma skutecznego leku. Na funkcjonowanie układu immunologicznego wpływ ma psychika, zarówno jej świadoma, jak i nieświadoma część. Sprawnie funkcjonujący aparat psychiczny umożliwia identyfikowanie i zwalczanie chorobotwórczych czynników. Rozchwiana psychika destabilizuje układ obronny i nie jest on w stanie stawiać czoła fizycznym, biologicznym i psychicznym patogenom. By uniknąć zarażenia, ludzie izolują się i dezynfekują ciała. Potrzebne jest także oczyszczanie z psujących umysł emocjonalnych i mentalnych wirusów. Wspólne dobro oparte jest o jednoczesną dbałość o stronę cielesną i psychiczną. Od najdawniejszych czasów stosowano profilaktykę oraz religijne i lecznicze metody oczyszczania duszy i ciała w celu uzyskania zdrowia. W starożytnych świątyniach bogów medycyny czyniono to poprzez posty, kąpiele, fizykoterapię, leki, zabiegi chirurgiczne, magiczne obrzędy, hipnotyczny sen, rozmowy psychoterapeutyczne i składane ofiary. Przez dziesiątki setek lat sny pacjentów (np. w sanktuariach Imhotepa i Asklepiosa) były wskazówkami do ich leczenia.  Niewolnicy uzdrowieni w świątyni Eskulapa na Wyspie Tyberyjskiej otrzymywali wolność [78, 97]. Ojciec medycyny nowożytnej Paracelsus (1493 – 1541) uważał, że zatrute powietrze może spowodować w człowieku dżumę jedynie wtedy, gdy połączy się z będącym w nim "zarodkiem przerażenia" [50b]. Zarazy czynią spustoszenia gdy trafiają na podatny grunt.

 

 Epidemia chimer.

 

   Ludzie umęczeni i upokarzani trudami dnia codziennego, absurdalnością, pozoranctwem, niesprawiedliwością, napuszczani jedni na drugich, w stanie chronicznego wzburzenia. Funkcje umysłu: percepcja, myślenie, intuicja, uczucia, wiara, zostają zmącone. Brakuje sił i ochoty, by iść pod prąd dominującego nurtu. "Fakty prasowe", "fake newsy", bałamutna "poprawność", "postprawda", jak promienie X penetrują głębokie warstwy umysłu. Słowa tracą właściwe znaczenie. Nowomowa, oparta na odwracaniu znaczeń i dezinformacji zakaża umysły. [6; 7; 8]. Negatywnym faktom nadaje się pozytywną wartość. Przyzwoitość mieszana jest z błotem. Łgarstwo stało się chlebem powszednim. Nigdy wcześniej umysły i ciała ludzi nie były karmione tak obficie i tak zmodyfikowaną strawą. Prawda, czyli zgodność sądów z faktycznym stanem rzeczy - podstawa wszystkiego co buduje życiodajność - jest dobrem deficytowym.

   W skameleonizowanym świecie trudno się rozeznać. Za dobrą monetę bierze się podróbki. Coś, co w rzeczywistości nie istnieje, a jest chciane, nabiera statusu prawdy. Sztuczność daje obietnicę czegoś wiecznego i jest chroniona. Nic nie zaowocuje ale i nic nie zwiędnie. Gardzi się życiem, które przemija. W rozemocjonowanym odurzeniu niektórzy budują relacje ze zmyślonymi obiektami i obdarzają miłością dziwne twory - chimery. Upozorowane wiosny kwitną w głowach. Perfekcyjne jest szermowanie hasłami i gestami, które pięknie wyglądają lecz z których nie urodzi się jakiekolwiek dobro. Z samego podniecenia nie powstanie nowe życie. Niefrasobliwość otwiera ludzi na niebezpieczeństwa. Zdarza się, że pasażerowie nie reagują na niebezpieczną jazdę prowadzących. Dają się wieźć opilcom, oszustom, gwałcicielom. Wyborcy dają się wieść szkodzącym im wybrańcom. Potrafią na swych partnerów i władców wybierać tych, którzy pozorując dobre zamiary, nienawidzą ich i eliminują. Wspólnie chcą utrzymać oszukańczy, swojski świat. Dzieci, które widzą, że wydmuchiwane niezwykłe bańki mydlane zwyczajnie pryskają, to jednak z zapałem na nowo je tworzą; podobnie dorośli chcą poczuć zdolność wyczarowywania i podziwiania swych wydmuszek, np. przeróżnych piramid finansowych. Dochodzi do nieświadomego samookaleczania. Ożywione truchła są akuszerami cywilizacji śmierci.

   Im większy chaos i rozbicie, tym silniejsza jest podatność na kolonizację przez pasożyty. Skażone wirusami kłamstwa i pozoranctwa organizmy przechodzą przez życie jak po tafli lodu. Nie znajdując oparcia w sobie szuka poręczy. Odejście od naturalnych podwalin życia, kompensowane jest mnożeniem procedur i formalizmem. Żywotność kostnieje.

   Budowniczowie nieznośnego systemu z entuzjazmem witają każdy element, który może przyczynić się do jego rozerwania. Nieświadomy, w dużym stopniu popyt na destrukcję, zaspokajany jest przez odurzacze, choroby, "obce ciała" (dla niektórych są nimi obozowiska romskie, bądź muzułmańscy imigranci). Tłumy ekscytują się tyrańskimi przywódcami i ideologiami. Tragiczny los zwiedzionych przez sztuczne sztuczne słońca ciem dotyczy także ludzi.

Kłamstwo wraz z perwersyjnymi nowotworami: nowomową, nowomyśleniem, nowologiką, nowoetyką, nowopotrzebami (płeć kulturowa), nowopolityką, nowokulturą, nowowychowaniem, nowoniewolnictwem, nowoteologią, nowomitologią, nowotożsamością, nowonormalnością jak złośliwy rak rozrasta się i dążą do zapanowania nad życiodajnymi częściami osobowości. Nienormalność otrzymuje status normalności. Zło stało się "poprawne". Socjopatyczni włodarze panoszą się i roznoszą wirusy złoczynienia. Zażyłe kontakty z nosicielami zarodków destrukcji prowadzą do ich namnażania i epidemii. Przyzwolenie dla kłamstwa (np. katyńskiego – smoleńskiego, wołyńskiego, o "polskich obozach koncentracyjnych") rozplenia zło. Relatywizowanie, utylitaryzowanie i wyszydzanie prawdy niszczy instynkt samozachowawczy. Jak kamień w wodę przepada pamięć, która jest potrzebna do dobrych wyborów. Jednostki i społeczeństwa odzierane z macierzystej tożsamości chaotyzują się i nie rozpoznają zagrożeń. Przybywa chorób z autoagresji. Tragiczna zdolność wynaturzania funkcji psychologicznych [16] i biologicznych rozbraja naturalną odporność.

 

 Wartość normalności.

 

 Zainfekowany zezłośliwionymi emocjami układ obronny oszczędza chimery, a zwalcza to co jest zdrowe. Imperium zła działa przy odsłoniętej kurtynie oraz w sposób niewidoczny. W minionych wiekach przemoc ukierunkowana była na ciało, np. wyrywano ludziom bijące serca i ofiarowano je bogom - władcom. Obecnie, zmanipulowani ludzie "tracą" głowy i serca z miłości do sił destrukcji. Świat staje się innym światem, nieludzką ziemią. Nie wykonuje się audytu duszy społeczeństwa, ale na podstawie objawów można wnioskować o zasobach bezduszności. Rodzaj ludzki wytwarza ogromne napięcia i szuka sposobności do jego rozładowania. Co jakiś czas dochodzi do paraksyzmów agresji i panicznych lęków.

   Ludzie zmęczeni cywilizacją, zwracają się ku naturze. Na łonie przyrody ładują wewnętrzne akumulatory. Naturalność, będąca w dzieciach, a także, w większym wciąż stopniu w kobietach niż w mężczyznach, prawdopodobnie skuteczniej ich chroni przed biologicznymi (SARS-CoV-2) i psychicznymi chimerami. Twórczy chaos służy nowemu porządkowi. Kataklizmy nadchodzą, gdy wygrywa negatywna strona natury. Uaktywniają się niskie instynkty i siły inercji dążące do rozpadu. Podobnie jak człowiek nie radzi sobie z własnymi negatywnymi stronami tak i państwo oraz kościół boryka się ze swoimi mrocznymi rewersami.

 Przed zarazami chroni skóra i jej ekstensje. Od dawien dawna w miastach, klasztorach i państwach wznoszone są zaporowe mury. Najpotężniejsze twierdze upadają, gdy nie ma pragnienia odpieraniaa. Izolacja zewnętrzna skłania do zbliżenia z własnym wnętrzem. Ludzie zazwyczaj unikają zaglądania do niebezpiecznych i wstydliwych miejsc. W gettach zamykane są groźne i obrzydliwe "obce ciała". Wyrzutki z krainy jasności panoszą się w świecie ciemności. Prawdopodobnie, jak pisał Antoni Kępiński (1918-1972) "w układzie nerwowym nic nie ginie". Niezmetabolizowane przeżycia istnieją w zmienionych, zakamuflowanych postaciach. Są w stanie zatruwać i wytrawiać. Mogą działać jak konie trojańskie.

   W Hiszpani, w XVI wieku wszyscy muzułmanie pod przymusem przyjęli chrześcijaństwo. W rzeczywistości Maurowie nie dążyli do zasymilowania się i przy każdej okazji stawali się wdzięcznym komitetem powitalnym dla grabieżców i morderców chrześcijan. W konsekwencji ciągłych ataków terrorystycznych doszło do ich deportacji. Problem został jedynie przemieszczony. Przenikliwi obserwatorzy pouczali, że warunkiem skutecznej obrony jest także konieczność poprawienia się moralnego. Erazm w 1530r. pisał: "Jeśli pragniemy, by udało nam się wyrwać gardło z tureckiego uścisku, trzeba nam będzie... wydrzeć z serc naszych chciwość, ambicję, umiłowanie władania innymi, ducha rozpusty, umiłowanie rozkoszy, oszustwo, gniew, nienawiść, zazdrość..." [50].

 Izolacja ma pozytywne aspekty. Ograniczenie zewnętrznej stymulacji pozwala na osiągnięcie wewnętrznej wolności, przemyślenia, twórczość. Ludwig van Bethoven (1770-1827) stworzył wielkie dzieła, gdy był całkowicie głuchy. Klauzura jak podkreślał Jan Paweł II służy wewnętrznemu skupieniu się, "dyskusji motywów", wyciszeniu umysłu i działań oraz kontemplacji. Czterdziestodniowa "kwarantanna" Pana Jezusa (od łac., włoski: quaranta: czterdzieści) była czasem dawania odporu pokusom konsumpcjonizmu, władzy i pychy (ŁK 4,1-13) [30]. Mieszkańcy Niniwy w danych im 40 dniach, (na jakiś czas) "zawrócili ze złej drogi" i ocaleli (Jon 3,4) [30].

   Choroby mają przyczyny i cel. Pandemia koronawirusa wywraca globalny porządek budowany na intensywnych interakcjach ze światem zewnętrznym i braku granic. W pokusie omnipotencji ziemianie chcą za dużo mieć, wiedzieć, odczuwać. Sięgając za wysoko upadają. Rajska harmonia i niewinność zostają utracone przez nieposkromiony apetyt. Skorumpowany przyjemnościami, zregresowany umysł zapomina, że "wszystko może być trucizną, liczy się tylko doza" [88]. Także normalność może stać się normopatią.

   To co istnieje przechodzi w swoje przeciwieństwo, zgodnie z zasadą enantiodromii opisaną przez Heraklita (540 p.n.e. - 480 p.n.e.). Przekraczanie wszelkich barier i totalne otwarcie kompensowane jest całkowitym zablokowaniem. Beztroska zamienia się w zadręczanie. Zapusty i rozwiązłość przechodzą w post i abstynencję. Bulimia przeplata się z anoreksją. Wolty między biegunami stają się źródłem siły. Ratu przed nudą i pustką.

 Gdy zostaje zburzona iluzja dotychczasowego życia, wszystko wydaje się szare, nudne, beznadziejne. "Sama zmiana układu zastanego, do którego ludzie są przyzwyczajeni i który jest dla nich codziennością, jest już przeżyciem traumatycznym, gdyż wymaga przystosowania się do czegoś zupełnie nowego, wykreowania nowego stylu bycia, sposobu myślenia, wychowania dzieci, zarabiania pieniędzy, a nawet nowego systemu wartości i odmiennego formułowania życiowych celów" pisała Maria Orwid (1930-2009) [76]. Najbardziej gwałtowne emocje i działania mają miejsce w okresie przemian biologicznych, psychicznych i społecznych.

   Kronikarz Jean de Venette w XIV wieku pisał: "Kiedy epidemia, morowe powietrze i zgony ustały, mężczyźni i kobiety, którzy uszli cało, pobierali się bez żadnego umiaru (...). Niestety! Z tego odnowienia świata swiat nie wyszedł poprawiony. Bowiem ludzie byli potem jeszcze bardziej chciwi i skapi, bo pragnęli posiadać znacznie więcej niż przedtem..., tracili spoczynek na spory, podstępy, waśnie i procesy" [50a].

   Ciężkie przeżycia i moralizatorskie apele okazują się niewystarczające do przeprowadzenia wewnętrznych przemian. Pojedyńcze osoby i narody bohatersko znoszą najtrudniejsze sytuacje. Gorzej jest z wejściem na drogę psychicznego rozwoju. Potrzebna jest głęboka psychoterapia.

 Wielu nieświadomie, bądź świadomie, jawnie czy skrycie sprzyja siłom destrukcji powtarzając zgubne błędy. Od stuleci, tragiczne skutki przynosi nam oczekiwanie na pomoc sojuszników w walce z wrogiem. Przedstawiciele insurekcyjnego rządu polskiego w 1794r. zwracali się z wyrzutami: "Cały plan insurekcji oparty był na nadziei, że przyczyniając się do waszych powodzeń, możemy liczyć na rzeczywistą pomoc jako zwycięzcy". "Powstając, nie byli Polacy ani tak lekkomyślni, ani tak nieprzezorni, aby mniemać, że zdołają się utrzymać własną swoją mocą... Łudziliśmy się, że Rzeczpospolita Francuska udzieli nam skutecznej pomocy... Oszukaliśmy się w tych rachubach..." [76].

Urazy powtarzają się... Podobnie jak krzyk noworodka sprowadza matkę do rzeczywistości, tak dopiero ostry ból budzi ludzi. Aliści tylko na krótko. Często wygrywa cynizm bądź rozpacz. Męczeni mogą stać się umęczonymi i męczennikami. Człowiek pragnie spokoju, a w końcu "świętego spokoju". Zdrowe pragnienia aktywności i bierności przepoczwarza się pokusę wznoszenia Wieży Babel, bądź w "totalny luz", bezwolność, gotowość do rozkładu.

 

 Przesłanie Pana Cogito Zbigniewa Herberta:

 "...Ocalałeś nie po to by żyć

 masz mało czasu trzeba dać świadectwo

 bądź odważny gdy rozum zawodzi...

 ...strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne..."

 

Kwiecień 2020r. Piśmiennictwo dostępne u autora:

Gerard Warcok

 

 

 

                                                                                                    Refleksje Pacjentów 

 

I. Pierwsza myśl jaka mi przyszła po przeczytaniu Pana tekstu to szukanie etymologii słowa chimera i w jaki sposób ludzie ją przedstawiali na przestrzeni wieków (w literaturze, malarstwie, czy filmie).

   Zaciekawiła mnie najbardziej sztuka polskiego malarza, Malczewskiego, który prezentował symbolicznie obraz chimer. Jest ona przedstawiana w „ludzki” sposób, nie ten antyczny (głowa lwa, ciało kozy, ogon węża). Ukazana przez malarza postać: ma głowę i tułów powyżej pasa- kobiety, od ud nogi i ogon z pręgami tygrysa oraz na większości obrazów skrzydła. Chimerze Malczewskiego zazwyczaj towarzyszy złośliwy uśmiech. W przekazie autora ma dwa oblicza: władcza i bezwzględna oraz zniewalająca i osaczająca (co widać na poniższych obrazach). Kusi, uwodzi i rozbudza żądze. Ciekawe jest to, że pojawia się w codziennym życiu ludzi, próbując wejść w relacji, nie oszczędzając nikogo: malarza, pastuszka, dzieci, kobiety. Chimery, zapełniające płótna malarza, stają się figurami gniewu, iluzji, niebezpieczeństwa, cierpienia kłamstwa i fałszu.

   Myślę sobie, że moje odurzanie ze „zmyślonym obiektem” jakim jest chimera spowodowane jest (jeszcze)/ było zbyt dużą ilością fastfoodowych treści którymi się karmiłam aby się zapchać i czuć pełne nasycenie. Celem tego nieświadomego zabiegu jest/było iluzyjne nasycenie i brak odczuwania głodu (tak jakby głód miał być czymś złym?...). Ta forma żywienia spowodowała, że nie nauczyłam się rozpoznawać zagrożeń we mnie ale nieustannie korespondować ze zmyślonym obiektem i nadawać mu mocy i sensu.

    Najpotężniejsze twierdze upadają, gdy nie ma pragnienia odpierania zła”- podobnie jak na obrazie Malczewskiego postacie nie bronią się przed chimerą, tylko poddali się perwersji uwodzenia i kuszenia. Analogicznie, chcę dużo odczuwać, widzieć, jeść, nie ważne są skutki. Stąd myślę, że moja omniopotencja „nie umie się zapełnić” i na nowo zgadzam się na dziwny dialog, który prowadzi do destrukcji (bo w sumie to jest mi znane).

   Sama zmiana układu zastanego (iluzji), do którego ludzie są przyzwyczajeni i który jest dla nich codziennością, jest już przeżyciem traumatycznym, gdyż wymaga przystosowania się do czegoś zupełnie nowego, wykreowania nowego stylu bycia, sposobu myślenia, wychowania dzieci, zarabiania pieniędzy, a nawet nowego systemu wartości i odmiennego formułowania życiowych celów”, myślę, że te słowa to kwintesencja również obecnego stanu w świecie i w Polsce, ale również we mnie. Zapewne pierwszym zetknięciem się i wyjściem z bunkra iluzji było przerażenie, zaskoczenie, rozczarowanie sobą, oraz „zmyślonym obiektem”, że w tym stanie tyle lat tkwiłam, ile momentów było przeze mnie straconych aby w wolności i pełną piersią móc oddychać-że mogę inaczej.

  Mam nadzieję i widzę, że poprzez psychoterapię realizacja moich potrzeb, celów życiowych i uwalnianie się spod władzy chimer, pozwala mi być wewnętrznie wolną w rzeczywistości i bardziej szczęśliwą. Myślę, że ten czas który przeżywamy związany z epidemią, pozwala mi również pobyć bardziej z sobą, i poddać się refleksji....    (12.04.2020r.).

 

 II. Piszę to co mi przychodzi do głowy, niczego nie odrzucam.

   (…) Nie umiem rozpoznać w sobie chimer, odczuwam siebie jako całą jedną chimerę, jednego wielkiego dziwoląga z którym nikt nie chce mieć do czynienia. Chce Pan żebym napisała jak to odczuwam. Mówi się, że ktoś ma chimery, czyli jest humorzasty, trudny do zrozumienia przez innych, zaskakujący w swoich zachowaniach.Chimerą jest właściwie wszystko. Moje pragnienia. Dziwne pomieszanie – chaos. Chimera jest tym, co trzeba odrzucić, tym co zdrowiu zagraża, to dziwny twór. „Ja” wtedy cierpi. Chcę w to wejść, a z drugiej strony ogarnia mnie senność. Myślę, że Pan chce żebym doszła do prawdy, jest opór, że jestem zmuszona do tego, żeby to wyjawić na piśmie. Na piśmie nie ma odwołania. Chimery nie pozwalają. Boże, jak ja bym chciała temu światu pokazać, że jestem kimś kto potrafi żyć pełną piersią, jest wolny i swobodny. Problemem jest to, że chimerami są części mnie bez których nie da się żyć. Chimery osaczyły, owładnęły moje człowiecze części. Chimery osaczają, przekształcają, manipulują....

....Dobrze by było, gdyby to co dobre dostało takiej siły, żeby chimery same musiały odejść, zniknąć, w starciu z dobrymi rzeczami po prostu nie miałyby szans. Wtedy nie trzeba walczyć z nimi, ani się chronić, ani wycofywać. Co jest prawdziwą chimerą? Co jest fałszywą chimerą? Co trzeba rozwijać, a na co nie zwracać uwagi, odrzucać. Przecież wiadomo, że jak się czemuś daje uwagę to rośnie w siłę, nabiera mocy.....

...Już po sesji, gdy powiedziałam Panu, że cała jestem chimerą, czułam, że chyba tak do końca nie jest. Taki jest stan chimery na dzień dzisiejszy. Jutro myślenie o chimerach może się zmienić.....   (15.04.2020r.).

 

 III. Jak chimery wpływają na moją psychikę?

 Założenie:

 Pod wpływem wirusów, które się namnażają powstają zniekształcone, zmutowane, zrakowaciałe części psychiki czyli chimery.

 Teza:

 Chimery powodują zniekształcenia w procesach poznawczych, emocjach i uczuciach co przekłada się na zachowanie.

 Tok rozumowania:

   Dokonałam analizy na moje własne potrzeby, chodzi o to, żeby podziałało to na moją wyobraźnię. Co mnie do tego zainspirowało? Pana tekst, ale przede wszystkim to, że po dwukrotnym przeczytaniu ( starałam się z uwagą) nie miałam obrazu powstawania chimer w psychice. Każde zdanie stanowiło coś odrębnego, wydawało mi się wyrwaną, odrębna myślą, bez ciągu przyczynowo – skutkowego. Nie umiałam ich ze sobą połączyć, ująć w całość. Nie dostrzegałam tego jako mechanizmu. Zdania istniały w mojej psychice w izolacji... Odrzucam przyczyny intelektualne, biorę pod uwagę emocje, tym bardziej, że dawniej taki mechanizm nierozumienia był we mnie bardzo silny, odczuwałam jako osłupienie. Może jeszcze istnieć w mniejszym natężeniu. ...Zauważyłam, że mam blokady gdy zapoznaje się z czymś nowym.... Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje?

   Jak dochodzi do tego, że pod wpływem wirusów powstają chimery? Wirusy atakują neurony – namnażają się, powstaje zamieszanie, chaos. Nie tworzą się połączenia pomiędzy neuronami. Ponieważ brak jest adekwatnej reakcji do sytuacji powstają twory zastępcze, chimery. Jeżeli sytuacje powtarzają się chimery rozrastają się, zmutowana reakcja się utrwala, prawidłowa reakcja jest blokowana.

   Czym są wirusy? Silnymi emocjami np. lękiem, wstydem, złością.

Czym jest chimera? Utrwaloną reakcją np. perfekcjonizmem, autoagresją, uzależnieniem.., czyli mechanizmem obronnym przed silnymi, destrukcyjnymi emocjami......    (19.04.2020r.).

 

 IV. (...) "Prawda, czyli zgodność sądów z faktycznym stanem rzeczy - podstawa wszystkiego co buduje życiodajność - jest dobrem deficytowym"..... "W skameleonizowanym świecie trudno się rozeznać" - rzeczywiście trudno zachować obiektywizm, tyle kłamstwa, absurdu, dezinformacji, tyle jawnej i bezczelnej manipulacji pod płaszczykiem troski o dobro obywateli. To budzi we mnie silne emocje: bunt, złość, niezgodę, wściekłość i gniew. Jednak uczciwie chcę przyznać, że skala moich emocji jest wprost proporcjonalna do stanu świadomości dotyczącej mojego świata wewnętrznego, w którym w najlepsze panoszą się rzesze chimer, odbierając spokój i radość mojemu istnieniu, a którym wciąż jeszcze bezwiednie oddaję swój głos wyborczy. Walka z niewidzialnym, nieznanym wrogiem jest najtrudniejsza - być może dlatego tyle paniki wokół koronawirusa, ludzie w panicznym przerażeniu gotowi są nawet zrezygnować z pełnego życiodajnego oddechu na otwartej przestrzeni, właśnie teraz gdy powietrze jest czystsze niż kiedykolwiek. "Króluje nienormalność", od której nie jest wolny również mój wewnętrzny świat. Niczym posłowie opozycji, liczne chimery wewnętrznego świata dochodzą do głosu sabotując moją wewnętrzną walkę, siłę, starania, dążenia, dokonania (jak trudno mówić o sobie dobrze). Chimery w mojej głowie bezlitośnie dewaluują każdy przejaw życia, a nadają znaczenia światu sztuczności ponieważ "sztuczność nadaje obietnicę czegoś wiecznego (...), nic nie zwiędnie". Trudno pozbyć się chimer, gdy obce części zostały zaszczepione przez tych, którzy mieli być opiekunami i obrońcami, a stali się oprawcami w imię rodzicielskiej władzy. Jednak z rozpoznanym wrogiem walka staje się możliwa do wygrania, choć zwycięstwo okupione jest ogromnym wysiłkiem i jak na wojnie nieraz trzeba stoczyć wiele krwawych wewnętrznych bitew. Bardzo możliwe, że do końca życia trzeba będzie pozostać czujnym, aby jakaś zbłąkana chimera nie wywiodła nas na manowce iluzji. Dbanie o świat psychiczny powinno iść w parze z dbaniem o stan zdrowia fizycznego, wszakże psyche i soma tworzą jedność. Cierpiąca dusza niejednokrotnie przemawia ciałem poprzez jego dolegliwości, a choremu ciału trudniej o równowagę psychiczną i duchowy dobrostan. Uważam, że w procesie uzdrawiania i dbania o ciało, nie można pominąć aspektu psychicznego, tak samo jak w procesie psychoterapii należy brać pod uwagę komunikaty płynące z ciała. Holistyczne podejście do zdrowia wydaje się być najbardziej słusznym kierunkiem. "Wspólne dobro oparte jest o jednoczesną dbałość o stronę cielesną i psychiczną". Bardziej obawiam się epidemii chimer niż epidemii koronawirusa. "Zatrute powietrze może spowodować w człowieku dżumę jedynie wtedy, gdy połączy się z będącym w nim "zarodkiem przerażenia". Dając sobie prawo do zadawania pytań, zastanawiam się czego w istocie tak panicznie boją się ludzie w okresie "pandemii", czy chodzi wyłącznie o życie i zdrowie, czy też walka z koronawirusem to w istocie walka z nieuświadomionym lękiem egzystencjalnym, opór przed treściami nieświadomości, które stając się świadome, powodują, że "zostaje zburzona iluzja dotychczasowego życia", a "swojski i oszukańczy świat" przestaje być taki wygodny... A może chodzi o jedno i drugie... Koronawirus to nie wyrok, pod warunkiem, że system immunologiczny działa. "Sprawnie funkcjonujący aparat psychiczny umożliwia identyfikowanie i zwalczanie chorobotwórczych czynników". Zastanawiam się nad nad sobą i swoim zdrowiem fizycznym pomimo nadwrażliwości, emocjonalności i psychicznego chaosu i zauważam pewną prawidłowość: odkąd w drodze psychoterapii nauczyłam się rozpoznawać zewnętrzne oszukańcze chimery, wrogów (niejednokrotnie wśród najbliższych) i skutecznie dawać im opór moje ciało w cudowny sposób zaczęło zdrowieć: pozbyłam się zespołu jelita nadwrażliwego i bólu brzucha, który towarzyszył mi od dzieciństwa, migren, silnego trądziku, bólu..(..). Oczywiście dolegliwości fizyczne i infekcje wirusowe się zdarzają, jednak widząc ich związek z psychiką i celnie rozpoznając wewnętrzne i zewnętrzne chimery, mój organizm jest w stanie szybko sie z nimi rozprawić. Dzięki psychoterapii zaczęłam świadomą walkę z zewnętrznymi chimerami, przestałam się nieświadomie okaleczać wybierając niegdyś "opilców, oszustów, szkodzących wybrańców" aby wspólnie utrzymywać "oszukańczy świat". Oczywiście największy wróg mieszka wewnątrz mnie i jest niczym koronny wirus - prace nad jego detronizacją w drodze psychoterapii trwają pełną parą. O ile łatwo uwolnić się od zewnętrznych chimer (choć i to okupione było morzem cierpienia), to walka z wewnętrznym wirusem nie jest już tak prosta i oczywista. Wirus mutuje, siły destrukcji napierają. Im bliżej zwycięstwa, tym trudniej. Paradoksalnie trudno przyjąć dobro, spokój, zaradność, szczęście, niezależność, wolność jeśli zaszczepiono nam destrukcyjną chimerę, obce ciało, będące zaprzeczeniem miłości. "Potrzebne jest oczyszczanie z psujących umysł emocjonalnych i mentalnych wirusów". "Potrzebna jest głęboka psychoterapia". Moja trwa nadal i przynosi zaskakujące rezultaty, jak Feniks z popiołów rodzi się nowe.  (26.04.2020r.).

 

V. PERSONIFIKACJA GŁODU - GŁÓD BEZ GRANIC.

   Trudności w wyznaczaniu granic i konsekwentnym ich podtrzymywaniu, nie respektowanie moich granic przez innych ludzi, poczucie braku akceptacji, odrzucenia, trudne emocje: smutek, złość, zawód, zabieranie mi prawa do mojego.... wywołują rozchwianie emocjonalne, niepokój, lęk, chaos (…). Wówczas pojawia się głód. Wszechobecny, wszechogarniający ale podstępnie ledwo wyczuwalny. Towarzyszy mi na każdym kroku, przenika mnie.

   Głód, jako byt materialny nie ma ostrych obrysów, wyraźnie zaznaczonych granic. Jest jak czarna mgła, z której się wyłaniam, w której tkwię. Jest we mnie, obok mnie, wszędzie. Ledwo wyczuwalny, ledwo rozpoznawalny. Podstępny jak szpieg obcej armii, cały czas mi się przygląda, aby zaatakować w najmniej spodziewanym momencie. To już nie wilczy głód, jak kiedyś. Jego intensywność bardzo się zmniejszyła w czasie. Teraz towarzyszy mi niezauważalnie, tkwi ze mną jak w symbiozie. Pełni funkcję regulatora trudnych dla mnie emocji.

   Im bardziej się nie poddaję, konsekwentnie dążę do celu, pomimo potknięć, tym bardziej on stara się nie odpuszczać. Drobny spadek w odczuwaniu satysfakcji, niezrozumienie, czy mała huśtawka nastrojów, czy nawet problem z identyfikacją różnorodnych emocji w tym samym czasie, działają jak wyzwalacz ataku głodu. Powoli, stopniowo, ledwo wyczuwalnie daje o sobie znać. O tym, że jestem w samym środku bitwy orientuję się będąc podstępnie otoczona złowieszczą siłą. Czarna mgła otacza mnie i przenika, nieustannie towarzyszy, nie odpusza, broni swojej pozycji. Bardzo trudno walczy się z takim przeciwnikiem. Wierząc w wygraną, życzę sobie powodzenia i wielu sił do walki. Wyobrażaam sobie jakby wyglądało moje życie, gdyby nie patologiczny głód.

Muszę go oswoić i przekuć tę materię na swojego sprzymierzeńca = zdrowy głód. Wydobyć, odzyskać energię. Zmiana mnie przeraża. Zdrowy głód jest nieznany, dawno zapomniany. Próbuję przypominać sobie ten zdrowy głód, poznać i oswoić na nowo (…).

Odzyskując zdrowy głód mogłabym ubierać ubrania, które mi się podobają, mogłabym się sobie podobać. Pojawiają się skojarzenia: duma ze zdrowego ciała, dbanie o ciało, opieka nad sobą, respektowanie swoich potzreb, czyli zdrowy egoizm.

Wiem, że jestem coraz bliżej zwycięstwa. (maj2020r.).

 

VI (…) Pomyślałam sobie o lesie, lesie którego uwielbiam odwiedzać raz w tygodniu aby zaczerpnąć siły, wytchnienia, odpoczynku. (…) Gdy tylko wchodzę w ten krajobraz to tak jakbym wchodziła do /w głąb siebie. Spacerowałam o każdej porze dnia i nocy. Bez względu na pogodę czy porę roku. Celem moim było poznawanie „siebie” i badanie co jest dla mnie dobre, przyjemne, a czego lepiej nie przekraczać. Mogłam poznać w ten sposób jak „las” się zmienia, co nowego może mi dać, co jest „życiodajne” we mnie, a gdzie jeszcze jest we mnie „utopia zmyślonego obiektu” za którym podążam.

   Były takie momenty spacerów po lesie, kiedy niespodziewanie pojawiał się mrok zachodzącego słońca, a ja z lękiem brnęłam w głąb lasu nie bacząc na niebezpieczeństwa jakie mogą mnie spotkać. To zamiast upragnionej refleksji, medytacji, pojawiało się niesforne napięcie, które było sztucznie przeze mnie pielęgnowane i ponawiane aby być w tym stanie upojenia (bo to przecież znane, mimo że nie lubiane przeze mnie). Były i takie momenty w lesie, światłości, że czułam jedność sama z sobą, bezpieczeństwo, pełnię szczęścia, że jestem na właściwym miejscu, o właściwym czasie i cała ze sobą, z życiem. Pojawiała się we mnie wdzięczność za to kim jestem, jaka jestem, ile osiągnęłam…..nadzieja. Poprzez terapię wchodzę w kolejne miejsca jak w przestrzeń lasu i poznaje co wymaga uleczenia, a co jest we mnie piękne. (Maj 2020r.).

 

Gerard Warcok

 Kult drzew. Miłość do zmyślonych tworów – chimer.

   Pomiędzy życiem człowieka a drzewem występują odniesienia, które można rozpatrywać na różnych poziomach, na płaszczyźnie fizycznej i metafizycznej. Już w zaraniu dziejów ludzkich drzewo zajmuje wyjątkowe miejsce. Jest jednym z najstarszych symboli. Z niego powstały pierwsze ekstensje praczłowieka: narzędzia i broń. Przy jego pomocy zaczęto posługiwać się ogniem. Często służyło jako naturalne schronienie i później było wykorzystywane jako architektoniczny wzorzec przy strzelistych budowlach wznoszonych przez człowieka.

   Drzewo jest symbolem życia. W nim tkwi tajemnica aktu stworzenia i ginięcia, wiecznej odnowy, młodości, zdrowia, ciągłości życia. Silnych emocji dla człowieka żyjącego ze zbieractwa i łowiectwa dostarczała obserwacja wzrostu rośliny z ziarna umieszczonego w ziemi. Pęd rośliny do góry wzbudzał radość, jej bezwładne opadanie smutek. Przeżycia związane z ustawiczną obserwacją rośliny - żywicielki wytworzą ślady sięgające głęboko w psychikę. Cudowna siła wzrastania rośliny - drzewa, będzie się kojarzyła z życiem człowieka i jego wzrostem.

   Drzewo jest symbolem płodności oraz niewyczerpalnym źródłem życia i mocy twórczej. W mitach i baśniach jest wiele poglądów, które mówią o pochodzeniu człowieka od drzewa. W wierzeniach starożytnych Greków matka pierwszego człowieka była jesionem, Zeus stworzył nowe pokolenie ludzkie z drzewa jesionowego. Praojcem Hererów (Afryka Płd.) jest dąb. Na Wyspie Banksa (Archipelag Arktyczny) praojcem plemienia jest wyrzeźbiony przez bóstwo z drzewa człowiek. W storoislandzkim tekście praludzie to rośliny: jesion i pnącze wokół niego - symbol pary małżeńskiej; bogowie tchnęli w nie dusze i stworzyli pierwszych ludzi. Według Wergiliusza z dębu, pierwszego drzewa stworzonego przez bogów, powstał ród ludzki. W jego koronie mieściło się bóstwo, a między korzeniami piekło. We Włoszech ludzie, których rodzice pozostają nieznani, nazywa się „urodzonymi z dębu”. Umedyjskie legendy mówią o "człowieku – kokosie" jako przodku ludzi. Istnieją ślady wierzeń, według których, nie tylko człowiek- mityczny przodek powstał z drzewa, ale każdy noworodek pochodzi z substancji określonego gatunku drzewa. Człowiek jest postacią nowego sposobu bycia drzewa, owocem nadmiaru energii w nim zawartej.

   W zdolnościach regeneracyjnych drzewa uosabia się to wszystko, co występuje w przyrodzie i w kosmosie. Drzewo kosmiczne występuje w mitologiach nieomal wszystkich ludów starożytnego świata. Jest łącznikiem między niebem, ziemią i piekłem. Stanowi centrum świata i i jego podporę. W prastarych przekazach artystycznych drzewo kosmiczne występuje w dwóch postaciach: w pozytywnej, prostej, wrośnięte korzeniami w ziemię i w negatywnej, odwróconej korzeniami do góry. Pierwszy wariant symbolizuje wpływ roślinności na ziemskie życie, drugi odzwierciedla przekonanie o przemożnym oddziaływaniu kosmosu.

   Drzewo, dzięki swym immanentnym właściwościom i implikacjom kosmicznym, wyobraża szczególną moc. Ma ono charakter sakralny. Symbol drzewa występuje w Piśmie Świętym. Gen. 2,9: „I sprawił Pan Bóg, że wyszło z ziemi wszelkie drzewo przyjemne do oglądania i dobre do jedzenia oraz drzewo życia w środku ogrodu i drzewo poznania dobra i zła”. Psalm 1,3: „Będzie on jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód, wydające swój owoc we właściwym czasie, którego liść nie więdnie. A wszystko co uczyni powiedzie się”. Po zerwaniu owocu z drzewa wiadomości dobrego i złego człowiek utracił niewinność oraz miejsce w raju i nauczył się odróżniać dobro od zła, obciążając się odpowiedzialnością moralną za swe czyny. W tradycji chrześcijańskiej drzewo życia jest łączone z drzewem Krzyża Świętego i symbolizuje zbawienie. Słowo raj zapożyczone z irańskiego oznacza las, według Biblii ”ogrod rozkoszy”- Eden - pierwsze miejsce pobytu pierwszego człowieka, gdzie rosły piękne drzewa, drzewo żywota, drzewo wiadomości dobrego i złego.

   Między światem ludzkim i roślinnym zachodzi nieustanna wymiana. Owa wymiana uwidacznia się m.in. w wierzeniach starożytnych Słowian, według których na drzewo rosnące blisko domostwa przechodzą dusze zmarłych. Drzewo dziedziczy pozytywne właściwości przypisywane duchom przodków, np.: opiekuńczość i zwalczanie złych wpływów. Jego owoce zawierają eliksir życia, stanowiący panaceum na wszelkie choroby. Spożywanie ich przywraca młodość i oświeca umysł. Mircea Eliade (1907-1986) pisał: „umierając, czyli porzucając ludzki sposób bytowania {człowiek} powraca w postaci ziarna lub ducha do drzewa, ...następuje zmiana płaszczyzny bytowania... Zmarły człekokształtny (antropomorficzny) staje sie drzewokształtny (dendromorficzny)” [Eliade M. Traktat o historii religii. KiW, Warszawa 1966, s. 298].

   W mitologiach można wyróżnić trzy formy mitycznej więzi zachodzącej między rośliną - drzewem a człowiekiem: totemizm drzewny, kult drzew oraz ich ubóstwienie. Obok totemizmu zwierzęcego, totemizm roślinny, a przede wszystkim drzewny istniał od dawien dawna. Ślady stwierdzone przez paleoetnografię i paleofolklorystykę pozwalają przypuszczać, że w okresie neolitu, podczas udomawiania dziko rosnących drzew, poczęto im przypisywać szczególną łączność z człowiekiem. Drzewa - totemy były traktowane bądź jako przodkowie człowieka, bądź jako jego symboliczni krewni. Znano również totemy cząstkowe: korzenie, pień, gałęzie, liście, szpilki, kwiaty, owoce, a także nasiona, szyszki, żywicę.

   Postawienie na wspólnej płaszczyźnie życia człowieka i drzewa oraz przyznanie drzewu duchowego charakteru prowadzi do powstania kultu drzew. Drzewo staje się symbolem mocy boskiej i środkiem służącym do odprawiania obrzędów religijnych. Można przypuszczać, że drzewa są przedmiotem czci niemal wszystkich ludów świata w pierwszym okresie ich rozwoju. Potężne, imponujące swą siłą drzewa stają się drzewami świętymi. Cień pod koroną owego drzewa wyznacza miejsce święte - teren, na którym zbierała się starszyzna na narady i praktyki religijne. Najwyższym przejawem fitomitologii jest ubóstwianie drzew - dendrolatria. Drzewa stają się bóstwami w dosłownym słowa tego znaczeniu. Przypisuje się im rolę kosmogoniczną, teogoniczną i antropogoniczną. Od nich ma zależeć powstanie, rozwój, przyszłość ludzkości i los każdego człowieka. Przekonanie o oddziaływaniu niektórych drzew na życie człowieka przejawia się w licznych wierzeniach, legendach herbowych i podaniach ludowych.

   Relikty etnograficzne i reminiscencje folklorystyczne kultu drzew utrzymały się w tradycjach ludowych do najnowszych czasów. Najczęściej otaczano drzewa troskliwą opieką. Przemawiano do nich, składano im ofiary. Niekiedy jednak grożono im ścięciem, a nawet bito. Tak miano zachęcić bądź zmusić drzewa owocowe do rodzenia. Pasterze zaskoczeni przez niepogodę kłaniali się jodłom. Pod niektórymi gatunkami drzew ludzie kładli się z nadzieją, że sny ich okażą się prorocze. Dar przewidywania przyszłości łączono z kontaktem z drzewem, na przykład wróżono z szumu liści. Imiona historycznych przodków wywodzą się z przedmiotów sporządzonych z drzewa, np.:Kij – założyciel Kijowa, Piast - „tłuczek”. Drzewom nadaje się ludzkie imiona, np.: „Bartek”, „Hubertus”, "Bolesław", "Maciek". Drzewa są adresatami miłości i nienawiści. Leśnicy Puszczy Białowieskiej czcili pamięć powalonego „króla” drzew- potężnego, leciwego dębu, zapalając na nim w Dniu Wszystkich Świętych znicze. Kilkusetletnie żywe pomniki "Mieszko", "Chrobry", "Napoleon" doświadczały podpaleń.

   Solidarność i współbrzmienie między wzrostem drzewa a rozwojem człowieka uwidacznia się w wielu podaniach ludowych i rytach związanych z cyklem kalendarzowym i ważnymi wydarzeniami życia. Symboliczne zbratanie nowo narodzonego dziecka z młodym drzewem występuje w obrzędach tak zwanego „drzewa narodzin” i uwidacznia się w pieśniach ludowych:

         "Jako rośnie drzewo, tak i dziecka żywot.

        Jako rośnie jodła zdrowa, tak i dziecko się uchowa,

         A jak drzewo marnieje tak i z dzieckiem się dzieje". [Vulcanescu R.: Kolumna niebios. LSW, Warszawa 1978, s.48].

   Adam Mickiewicz w poetyckim natchnieniu tak oto dokonuje antropomorfizacji drzew i dendromorfizacji człowieka:

         "Drzewa i krzewy liśćmi wzieły się za ręce,

         Jak do tańca stojące panny i młodzieńce.

         Wkoło pary małżonków. Stoi pośród grona

         Para, nad całą leśną gromadą wzniesiona

         Wysmukłością kibici i barwy powabem:

         Brzoza, biała, kochanka, z małżonkiem swym grabem.

         A dalej, jakby starce na dzieci i wnuki

         Patrzą, siedząc w milczeniu, tu sędziwe buki,

         Tam matrony topole, i mchami brodaty

         Dąb, włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty,

         Wspiera się, jak na grobów połamanych słupach,

         Na dębów, przodków swoich skamieniałych trupach". [Mickiewicz A.: Pan Tadeusz KiW,Warszawa 1987, s.89-90].

   Życie całych narodów znajduje metaforyczne porównanie do drzew:

         "Węgry i Polska to dwa wiekuiste dęby, każdy z nich

         wystrzelił pniem osobnym i odrębnym, ale ich korzenie,

         szeroko rozłożone pod powierzchnią ziemi, i splatały się,

         i zrastały niewidoczne. Stąd byt i czerstwość jednego

         jest drugim warunkiem życia i zdrowia" (St.Worcell ), [cyt. za Nowak J.R.: Węgry bliskie i nieznane. Iskry, Warszawa 1980, s.13].

   Drzewom, tak jak ludziom przypisuje się mądrość, piękno, siłę, nienaruszalność, zdolność do walki o swe przetrwanie, a także konieczność ugięcia się pod naporem wichrów i innych zewnętrznych wpływów. Widzi się również ich kruchość, karłowatość i upadek, który jest wynikiem chorób, starości i nieszczęść.

    Współczesne ślady bogatej symboliki drzewa i żywych ongiś mitycznych powiązań między drzewem a życiem człowieka uwidaczniają się w zachowanych obrzędach, w literaturze pięknej, w sztuce oraz w charakterystycznych wyrażeniach języka potocznego, np.: „drzewo genealogiczne”, „niedaleko pada jabłko od jabłoni”, „nie przesadza się starych drzew”, „stawać dęba”, „zakorzenić się”, „odpukać w niemalowane drzewo”. Symbol drzewa znajduje zastosowanie w politycznych zmaganiach. Przykładem może być hasło: "wymiar sprawiedliwości jest jak drzewo, pod którym można sie schronić".

   Drzewa, jak pisał C. G. Jung, mają swoją indywidualność i są synonimem osobowości. W praktyce psychologicznej zastosowanie symboliki drzewa pozwala badać działanie świadomych i nieświadomych aspektów psychiki.

   Człowiek identyfikuje się z obiektem kultu i rzutuje nań swoje właściwości: charakter, temperament, potrzeby, marzenia, konflikty, obawy, doznane urazy i doświadczenia, a także cechy fizyczne. Podobnie jak ubóstwiane drzewa wielu przywódców stawało się dla ludzi wyroczniami, "ojcami narodu" i świętościami nie tylko w zamierzchłej przeszłości. Ludzie modlą się do swoich idoli w nowokościołach, np. w tzw. "Kościele Maradony": "Nasz Diego, który jest skarbem Ziemi, niech będzie poświęcona twa lewa noga, niech będą pamiętane twoje gole" . "Kościół Eutanazji" przykazuje masową redukcję populacji ludzkiej, także poprzez kanibalizm. Charyzmatyczni władcy i gwiazdorzy mają magiczną moc przyciągania gdyż nieświadomie pełnią funkcję współczesnych "świątków" z dawnych bajek i mitów. Wzbudzają w umysłach świat archetypowych obrazów.

   Bożyszcze, jak onegdaj drzewa, uosabiają źródło mocy i tęsknotę do przemiany. Sztuczne słońca nie tylko dla ciem są niebezpieczne. Ludzie dopóty obdarzają miłością zmyślone obiekty- chimery, dopóki poprzez świadomą i nieświadomą identyfikację z jej siłą i atrakcyjnością kompensują swe niepowodzenie w tworzeniu siebie jako wartościowych osób z satysfakcjonującymi relacjami [62a].

 (1996 i 2020r.). Piśmiennictwo dostępne u autora.

 

 

 6 maja - Dzień Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego

   Wszystko zaczyna się niewinnie i od małego, także przemoc. Quo vadis? - warto przemyśleć spoglądając na drogowe utrapienia. Podczas komunikacyjnego szczytu, na głównych arteriach suną z prędkością żółwia pojazdy, które pod pozorem czyszczenia jezdni hamują przemieszczanie się. Ospałe remonty blokują ruch. Pobierane na autostradach opłaty z dokładnością do kikudziesięciu groszy, tworzą sążniste korki i frustracje. Krótkie zielone światła na przejściach dla pieszych wymuszają ekspresowe prędkości. Drażnią ciasne miejsca do parkowania. Imprezy sportowe blokują życie miast, co ma być powodem do zabawy. W wypadkach drogowych na świecie w ciągu 100 lat zginęło prawie 30 milionów ludzi. W naszym kraju od 1999r. wydarzyło się około 1 miliona wypadków, zginęło ponad 110.000 tysięcy osób, ponad 1 milion zostało rannych. W 2018r. przeciętnie 7 osób dziennie traciło życie. Na co dzień doświadcza się wymuszeń. Trudno jest pozwolić się wyprzedzić. Łatwiej jest postawić progi zwalniające na jezdniach aniżeli w głowach. Odurzenie, złośliwość i chęć utarcia nosa poszerzają drogę do zatracenia. Jezdnie upodabniają się do bitewnych pól. Przydrożne krzyże powszechnieją. Na komunikacyjnych szlakach i w wędrówce przez życie ludzie oswajają się z krzywdzeniem i bezsilnością. Odreagowywane są niespełnienia i poniżenia. Powtarzają się urazy...

 Gerard Warcok

 

Artykuł autorstwa Jolanty Pierończyk: „Niech się stanie światłość” (publikowany : Dziennik Zachodni 2003.01.08)


Niech się stanie światłość ...
Leczą nerwice, rozwiązują problemy małżeńskie Psychologia mówi o wolności, samorealizacji jednostki, istnieniu zgodnie z jej aspiracjami... Dlatego w poprzednim systemie nie była nauką specjalnie eksponowaną. O modzie na psychologię w ogóle nie było mowy. Drzwi tego wydziału stały otworem dla wszystkich chętnych. Na studia psychologiczne szło się z prawdziwego zainteresowania. Życie zrobiło tamtym pasjonatom miłą niespodziankę. Bo skąd mieli wiedzieć, że wybrali kierunek, przed którym stoi ogromna przyszłość?
— Na zaburzenia emocjonalne i osobowościowe cierpi około 30 procent społeczeństwa — twierdzi Gerard Warcok. —
Zapotrzebowanie na psychoterapeutów jest więc duże. Pojawili się psycholodzy pracy, menadżerstwa, szkolni, kliniczni... Psycholodzy mają swój udział różnego rodzaju negocjacjach, szkoleniu kadr... Wiele ludzi jednak ciągle nie bardzo wie, że psychoterapia byłaby lekiem na problemy, z jakimi borykają się na co dzień. Właśnie w gabinecie psychoterapeutycznym najskuteczniej leczy się wszelkiego rodzaju nerwice i rozwiązuje problemy rodzinne, małżeńskie... Działanie stosownych formułek i sposobów postępowania zaskakuje samych specjalistów od psychoterapii. — Nierzadko już po kilku sesjach ludzie całymi latami owładnięci paraliżującym lękiem, depresją czy myślami samobójczymi zaczynają uwalniać się od męczących objawów i problemów — opowiada Gerard Warcok. — Wraz z zachodzącymi w nich zmianami zmienia się ich wygląd. Promienieją, wraca im radość życia... — Każdego dnia może w naszym życiu rozpocząć się korzystna zmiana, co jest oczywiście wspólnym sukcesem pacjenta i psychoterapeuty — mówi Bogusława Penc. — Dlatego każdy dzień może być dla psychoterapeuty świętem. (jol)

PSYCHOLOG : Psycholog — psychoterapeuta to lekarz dusz. Człowiek, który pomaga nam zrozumieć siebie i istotę naszych problemów. Jest to zawód, który popularnością zaskoczył dawniejszych absolwentów wydziałów psychologii. W czasach, gdy wybierali takie studia, nie były one ani modne, ani specjalne potrzebne.

PATRON : Patronem psychoterapeutów powinien być — zdaniem moich rozmówców — sam... Pan Bóg, który powiedział „niech się stanie światłość”. Tak jest właśnie w psychoterapii. Pacjent przychodzący do gabinetu jest w stanie unicestwiającej ciemności, sesje pozwalają na zdobycie jasności, uświadomienie problemu.


Gość:  mgr Gerard Warcok, psycholog kliniczny.  Wieczór - Na zdrowie z dnia 08.12.1994.


   Psychologia staje się coraz bardziej popularna.Rośnie społeczne zapotrzebowanie na wiedzę o tym, jak poznać siebie, mieć wpływ na innych, jak zdobyć przyjaciół, sukces, jak poradzić sobie ze stresem itd. Bez trudu można kupić książki z tego zakresu, niekoniecznie pisane przez psychologów, jak również książki profesjonalne, przeznaczone dla psychologów.Z poradami psychologów można się spotkać w TV, radiu, prasie. Czy jednak pomimo popularności psychologii, ludzie wiedzą, czym się zajmuje psycholog?


- To dobrze, że kultura i wiedza psychologiczna zajmują coraz więcej miejsca w świadomości ludzi. Sam się cieszę, gdy mogę znaleźć dobrą książkę psychologiczną, o co jeszcze kilka lat temu było trudno. Wydaje się jednak, że wiedza o tym czym zajmują się psycholodzy, jest nieraz błędna. Zdarza się, iż ludzie mylą psychologa z psychiatrą bądź z pedagogiem. Są również tacy którzy przypisują mu moc tajemną lub wręcz oczekują postawienia kabały. W psychologii, tak jak w innych zawodach, występują różne specjalizacje. Można na przykład specjalizować się w psychologii wychowawczej, rozwojowej, klinicznej, sądowej. Stąd szczegółowy przedmiot zainteresowań psychologów jest różny, np. psycholog kliniczny zajmuje się problemami ludzi, jakie pojawiają się w przeżywaniu, zachowaniu, przystosowaniu się do otoczenia. -W świadomości społecznej funkcjonują dwie skrajne opinie. Pierwsza, że każdy człowiek powinien mieć „swojego” psychologa, druga, że szukanie pomocy u psychologa jest wyrazem słabości. Jakie jest Pana zdanie na ten temat? -Stresy i trudności są wpisane w nasze życie i często pełnią pozytywną funkcję, mobilizują nas do aktywności, wzbogacają wewnętrznie. Każdy z nas od czasu do czasu ma zmartwienia, trudności, złe samopoczucie, cierpi. Nie zawsze jednak jest potrzebna, a także możliwa, specjalistyczna pomoc i leczenie psychologiczne. Niektóre dolegliwości mijają samoistnie. Uważam, że dostrzeżenie własnych problemów i podjęcie decyzji o zmierzeniu się z nimi świadczy o osobistej odwadze i nie jest oznaką bycia kimś „gorszym” słabym.
-Wiem, że w swej praktyce zawodowej spotyka się pan najczęściej z osobami z dolegliwościami nerwicowymi. Ostatnio spotkałam się z poglądem, ze co drugi człowiek ma nerwicę. Czy faktycznie nerwica jest tak powszechna?
-Często myli się nerwicę, która jest chorobą, z nerwowością bądź nadmierną wrażliwością. Trudne warunki życia, nadmierne stresy mogą doprowadzić do nerwowości, drażliwości i cierpienia, lecz nie są bezpośrednim powodem zachorowania na nerwicę. Mogą one być czynnikiem sprzyjającym ujawnieniu się dolegliwości nerwicowych, które mają swoje źródła w sposobie przeżywania rzeczywistości i siebie samego. Przeprowadzone w Polsce i innych krajach badania stwierdzają, że zaburzenia nerwicowe występują u około 25% populacji osób dorosłych, a więc rzadziej, niż to wynika z odczucia społecznego.
-Czym w takim razie jest nerwica?
-Nerwica jest chorobą, która może przejawiać się wieloma różnymi dolegliwościami, zarówno psychicznymi, jak np. napięcie, niepokój lęk, jak i fizycznymi np. drżenia i drętwienia w różnych częściach ciała, bólami głowy, dolegliwościami ze strony serca, układu pokarmowego i innych narządów. Może również objawiać się zaburzeniami w zachowaniu, np. w postaci natrętnych czynności. Chociaż objawy nerwicy są podobne do dolegliwości występujących w różnych chorobach ciała, to nie jest to choroba układu nerwowego, serca czy innych narządów. Nie należy również utożsamiać nerwicy z chorobą psychiczną, z psychozami. Jej przyczyną są wewnętrzne, nieuświadamiane konflikty, najczęściej powstałe w dzieciństwie, które oddziaływują na sposób przeżywania siebie i otoczenia. Dolegliwości nerwicowe są skutkiem takiego przeżywania i mogą się pojawić w różnym okresie życia. W nerwicy wyniki badań lekarskich i laboratoryjnych są prawidłowe i nie wskazują na istnienie choroby w organizmie. Nie oznacza to jednak, że pacjent udaje, symuluje czy „histeryzuje”, ponieważ źródeł prawdziwych cierpień w nerwicy należy doszukiwać się nie w chorobie ciała , lecz „duszy’.
-Czy nerwica jest uleczalna?
-Dosyć często spotykamy się z poglądem, że nerwicy nie można wyleczyć, można ją tylko „podleczyć” lub trzeba nauczyć się z nią żyć. Moim zdaniem takie opinie biorą się z tego, że pacjenci – nie wiedząc, gdzie mogą się leczyć – zostają ze swoimi dolegliwościami sami, bądź trafiają do miejsc, gdzie, gdzie oferuje im się łagodzenie objawów np. akupunkturą, masażami, ziołami,lekami uspakajającymi. Metody te mogą doprowadzić do zmniejszenia napięcia, czasem nawet do złagodzenia bądź ustąpienia objawów i poprawy samopoczucia. Często jednak to nie wystarcza. Objawy, te same bądź inne, wracają, ponieważ nie zostały usunięte przyczyny choroby. Natomiast na podstawie przeprowadzonych badań w różnych ośrodkach stosujących psychoterapię można stwierdzić, ze ok. 70% osób leczących się, zaznacza się poprawa, aż do całkowitego wyleczenia.
-Jak zatem leczy się nerwicę?
-Ponieważ przyczyną nerwicy są wewnętrzne, nieuświadamiane konflikty, leczenie polega przede wszystkim na pomocy pacjentowi w dotarciu od nich, ich odkryciu i uświadomieniu, po to, by móc lepiej radzić sobie z własnym przeżywaniem i funkcjonowaniem. Metodą leczenia, która do tego służy, jest psychoterapia. Jest to- jak dotąd- jedyna metoda, która likwiduje przyczyny nerwicy, a nie tylko łagodzi jej objawy. Mówiąc najprościej: psychoterapia jest metodą leczenia poprzez oddziaływania psychologiczne. Istnieją różne formy psychoterapii(indywidualna, grupowa, rodzinna), metody i typy(np. terapia analityczna, poznawcza, behawioralna, Gestalt) oraz techniki(np. rozmowa psychoterapeutyczna, psychodrama,hipnoza). Jednakże sama znajomość psychologii, jak i sama znajomość medycyny, nie wystarcza do zrozumienia i leczenia psychogennych zaburzeń czynnościowych, w tym nerwicy. Do stosowania psychoterapii niezbędne jest odpowiednie przygotowanie w postaci przejścia szeregu specjalistycznych szkoleń, stałe doskonalenie swoich umiejętności oraz możliwość korzystania z superwizji procesu terapii.
-Jaką formę psychoterapii stosuje Pan w swojej praktyce najczęściej i co decyduje o jej wyborze?
-W swojej pracy opieram się na podejściu psychodynamicznym, które ma swoje korzenie w psychoanalizie. Ten rodzaj terapii kładzie nacisk na zrozumienie znaczenia objawów chorobowych pacjenta ich symboliki oraz interpretacji. Dość często spotykane dolegliwości nerwicowe w postaci kołatania, bólów serca mogą być wyrazem nieuświadomionych problemów uczuciowych . Lęk przed pozostaniem samemu w domu nieraz można połączyć z lękiem przed samodzielnością i opuszczeniem przez partnera. Oczywiście w każdym przypadku objawy trzeba zrozumieć i interpretować indywidualnie, łączyć z historią życia pacjenta, jego sposobem przeżywania i aktualną sytuacją. Interpretuje się nie tylko wypowiedzi słowne, lecz również milczenie, zachowanie różne wytwory. Np. jedną z wartościowych metod jest test rysowania drzewa K.Kocha. Prastara przenośnia przyrównująca życie człowieka do drzewa, znajduje odzwierciedlenie w rysunku drzewa, który można w pewnych warunkach traktować jako psychologiczny portret rysującego. W swojej pracy korzystam również z innych form psychoterapii (np. terapia systemowa, poznawcza, behawioralna). O wyborze zawsze decyduje dobro pacjenta
-Czego można spodziewać się po wizycie u psychologa? Jak wygląda spotkanie z psychologiem?
-Na początku ważne jest poznanie tego, z jakim problemem czy sprawami ktoś się zgłasza. Każdy, kto przychodzi, ma czas dla siebie. Może powiedzieć o tym, co jest dla niego ważne i sformułować swoje oczekiwania. W zależności od spraw, z którymi dana osoba się zgłasza, ustalamy dalszy tok postępowania. Może to być udzielenie pomocy psychologicznej w sytuacjach trudnych, kryzysach małżeńskich, rodzinnych, w problemach zawodowych. Niekiedy potrzebne jest przeprowadzenie diagnostycznych badań psychologicznych. Z reguły wystarczy na to od jednej do kilku wizyt. W przypadku występowania problemów o charakterze nerwicowym bądź osobowościowym proponuję psychoterapię, która trwa od kilkunastu do kilkudziesięciu i więcej spotkań. Sesje terapeutyczne nie powinny odbywać się rzadziej niż jeden raz w tygodniu i trwają ok. godziny. Psychoterapia jest leczeniem trudniejszym niż leczenie farmakologiczne. Wymaga większego zaangażowania ze strony pacjenta, mówienia o swoich przeżyciach, umiejętności zastanawiania się nad sobą, wytrwałości, otwartości. Jak z tego widać decyzja o podjęciu leczenia nie jest łatwa. Jeżeli nie ma przeciwwskazań do psychoterapii, takie zadanie warto podjąć. Jak obrazowo ujęła to jedna z osób leczących się, terapię nerwicy można porównać do leczenia zęba. Można brać tabletki przeciwbólowe i dolegliwości na jakiś czas miną, lecz ząb pozostaje chory. Można pójść do specjalisty i wyleczyć ząb, choć będzie to trudniejsze i bardziej bolesne. -Czy psychoterapia może zaszkodzić? -Może zaszkodzić, gdy jest prowadzona przez osoby bez odpowiednich kwalifikacji bądź o niskich walorach etycznych. Wybór odpowiedniego miejsca leczenia czy osoby leczącej jest bardzo ważny. Należy korzystać z pomocy specjalistów przygotowanych do leczenia psychoterapią. Nie jest to jednak łatwe, gdy tak wiele osób oferuje swoje usługi w zakresie leczenia np. nerwic. Z pewnością wstępnym kryterium wyboru terapeuty może być jego wykształcenie psychoterapeutyczne. Warto podkreślić, że istnieje duże zapotrzebowanie na specjalistyczną pomoc psychologiczną. Ok.30% ludzi cierpi na różne psychogenne zaburzenia czynnościowe, głównie nerwice. Poza tym psycholodzy kliniczni zajmują się również innymi zaburzeniami min. chorobami psychicznymi, uzależnieniami, upośledzeniami umysłowymi,trudnościami emocjonalnymi. Na Śląsku, w co trudno uwierzyć, są miasta liczące nawet kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, które w placówkach służby zdrowia nie zatrudniają psychologów ani psychoterapeutów. Nie zależy to od braku funduszy czy braku zapotrzebowania, lecz od wrażliwości i wiedzy odpowiedzialnych za to osób oraz ich troski o mieszkańców. Istnieją nieliczne pozytywne wyjątki, np. niektóre małe gminy zatrudniają psychologa.
- Dziękuję.(WYWIAD PRZEPROWADZIŁA PANI MAŁGORZATA ARABAS)


Hipnoza jak pigułka (artykuł „Nowe Echo „ Jolanta Pierończyk)
-Żadnej dolegliwości hipnoza nie wyleczy –powiedzieli zgodnie tyscy psycholodzy kliniczni:Bogusława Penc i Gerard Warcok.-Hipnoza, jak pigułka, może złagodzić objawy, nawet wstrzymać je na pewien czas, ale nie wyleczy bez usunięcia przyczyny.
W psychoterapii trzeba więc głębiej zajrzeć w człowieka. Wymaga to czasu i pracy. Większej ze strony samego pacjenta niż psychologa. Dobry psychoterapeuta to bierny psychoterapeuta. Nadmierną aktywność wykazują ci niedoświadczeni. Praktyka i doświadczenie powodują nawet odchodzenie od hipnozy. Tak właśnie było z samym Freudem, który dość szybko zaniechał jej stosowania, -Hipnozę stosujemy na ogół na początku terapii-mówią wspomniani psycholodzy.-niewątpliwie ułatwi kontakt z pacjentem, zmniejsza napięcie. Jednak dobry psycholog jest w stanie osiągnąć to samo bez uciekania się do hipnozy. Dla kontaktu terapeutycznego nie jest to potrzebne. Indywidualne wyobrażenia o hipnozie i naturalna chęć doznania tego ciągle intrygującego stanu sprawiają, że często pacjenci przychodzą do gabinetu z nastawieniem na jego przeżycie. Najczęściej okazuje się, ze jest to zupełnie nie potrzebne. Dla psychologa hipnoza jest tylko jedną z technik. Ci zrzeszeni w Międzynarodowym Towarzystwie Hipnotycznym (a do nich należą Bogusława Penc i Gerard Warcok) są wręcz zobowiązani do jej odmitologizowania. Nie wolno im pogłębiać tajemniczości, która ją otacza. Przyznają jednak, że i dla nich samych nie była to technika taka sama jak inne dostępne w psychologii. Na samym początku nie obyło się bez emocji i obaw o rezultat. Dziś zgodni są co do tego, że bez gruntownego przygotowania psychoterapeutycznego nikt nie powinien zabierać się za hipnozę. -Człowiek wprowadzony w hipnozę uzewnętrznia bardzo różne przeżycia-opowiadają.-Nie można się ich przestraszyć, nie wolno pacjenta w takim stanie zostawić. Trzeba umieć być emocjonalnie z tą osobą. W przeciwnym razie można jej uczynić więcej złego niż dobrego. Niewłaściwa hipnoza dla psychiki jest wręcz niebezpieczna. Jolanta Pierończyk


Artykuł autorstwa Jolanty Pierończyk: „Po pierwsze miłość” (publikowany : Dziennik Zachodni 2002.02.19).

„... i że cię nie opuszczę aż do śmierci”
Najczęściej decyzję o rozwodzie podejmują czterdziestolatkowie Po ślubie dorabialiśmy się wszystkiego sami, od przysłowiowej łyżki. Nie było łatwo. Teraz młodzi dostają wiele od swoich rodziców i nie szanują tego. Dla nas liczyło się przede wszystkim małżeństwo i praca. Nasza recepta na udane życie to kompromis, zaufanie i tolerancja. Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby się rozwieść. Jestem zadowolona ze swojego małżeństwa — uważa Irena Widera z Mikołowa, która wczoraj odebrała z mężem Medal za długoletnie pożycie małżeńskie. Podobnie myślą inni jubilaci: — Nasz ślub, choć skromny, pamiętam do dziś. Nie to się liczyło, gdzie się on odbędzie i ilu będzie gości, ale to, że od tego dnia nie będziemy już o sobie mówić „ja” i „ty”, ale „my” — powiedziała nam Helena Cichy. Przed laty rozwody nie były popularne. Rozwódka musiała liczyć się niejako z odsunięciem od towarzystwa. Rzadko która kobieta decydowała się więc na ten krok. Najczęściej robiła to w ostateczności. Dziś separacja, konkubinat czy rozwód nikogo już nie dziwią. Coraz częściej młodzi ludzie, z zaledwie kilkuletnim stażem małżeńskim, decydują się na rozstanie. Nie potrafią tak jak ich dziadkowie czy rodzice iść na kompromis, Często nie chcą pokonywać kryzysów. Wolą inwestować w siebie i za wszelką cenę być szczęśliwymi. Kiedy nie osiągają tego w małżeństwie, decydują się na rozstanie. Taki sposób wybierają nawet dziewiętnastolatkowie, którzy pobrali się zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Dane z Urzędu Statystycznego w Katowicach pokazują, że w 2001 roku w województwie śląskim na rozwód zdecydowały się trzy kobiety mające 19 lat albo nawet mniej. Jak pokazują statystyki najczęściej rozwodzą się jednak czterdziestokilkulatkowie, a tuż za nimi są ludzie w wieku 25 — 34 lata. — Do rozstania dochodzi najczęściej wówczas, gdy dwoje ludzi nie jest w stanie realizować wspólnych celów i się porozumieć. Być może wpływ na tę rosnącą liczbę rozwodów ma fakt, że młodzi ludzie przed zawarciem związku małżeńskiego niezbyt dobrze się znają albo działają w pośpiechu, pod wpływem chwilowego impulsu. Nie wydaje mi się, żeby dzisiejsze małżeństwo w swojej istocie różniło się od tego sprzed lat. Za to na pewno różnią się ludzie. Inne wartości wynoszą teraz z domów, często wolą samodzielnie się realizować, osiągać zamierzone cele niż iść na kompromis czy ugodę. Zresztą przed laty kobieta zajmująca się domem była najczęściej na utrzymaniu męża. W centrum jej zainteresowań był dom i rodzina. Dziś jest samodzielna, zarabia, potrafi łączyć domowe obowiązki z pracą. Tego samego oczekuje od swojego partnera. Gdy nie ma między nimi współpracy, rodzą się konflikty — powiedziała nam Bogusława Penc, psycholog z Tychów. KATARZYNA SKRZYPEK W całym województwie śląskim doszło w 2001 roku do 5020 rozwodów. Najczęściej rozstawali się kobiety i mężczyźni w wieku od 40 do 49 lat, najrzadziej osoby mające 60 lat i wiecej. W roku 2001 w województwie śląskim było: l 1712 rozwodów małżeństw bezdzietnych (1592 w miastach i 120 na wsiach) l 3308 rozwodów małżeństw mających dzieci (3010 w miastach i 298 na wsiach) w tym: — 2087 rozwodów małżeństw mających jedno dziecko — 965 rozwodów par mających dwoje dzieci — 198 rozwodów małżeństw mających trójkę potomstwa — 58 rozwodów par mających czworo dzieci (1914 w miastach i 173 na wsiach) (875 w miastach i 90 na wsiach) (172 w miastach i 26 na wsiach) (49 w miastach i 9 na wsiach) W 2001 roku w Tychach rozwiodło się 191 małżeństw.

To tylko nerwica?!

Robert cierpi na nerwicę lękową, leczy się półtora roku. Nim trafił do psychoterapeuty, jego świat kończył się na domu. Bał się wychodzić. Bał się o siebie. Bał się, że dostanie zawału, że nikt nie udzieli mu w porę pomocy. Obawy potwierdzało wyraźne uczucie słabości. Badania wprawdzie niczego nie wykazywały, wyniki były wręcz idealne, ale pacjent czuł się źle, robiło mu się słabo. Wreszcie dopuścił do siebie myśl, że z jego dolegliwości nie wyleczą go rutynowe wizyty u lekarzy, że źródło choroby tkwi gdzie indziej.
Bogusława Penc: U podłoża każdej nerwicy jest lęk pochodzący z wewnętrznego konfliktu psychicznego, zadawnionego. Ów lęk przekłada się na objawy emocjonalne cielesne, czyli wyraźnie odczuwane dolegliwości żołądka, serca praktycznie każdego innego narządu wewnętrznego. Nie leczone mogą prowadzić do poważnych zaburzeń w funkcjonowaniu człowieka.
Gerard Warcok: Wobec lęku zrodzonego z konfliktu psychicznego człowiek jest bezsilny. Szkodliwe jest w takich sytuacjach odwoływanie się do siły woli, namawianie do wzięcia się w garść, itp. To ziała przygnębiająco, bo ci ludzie naprawdę się starają, ale lęk za każdym razem wygrywa. Nie ma innej rady, jak poznanie jego przyczyny, uświadomienie wewnętrznych konfliktów wypartych ze świadomości.
B.P.: lęk jest wyrazem tłumionych przez lata uczuć, często agresywnych, ale nie tylko. To także wyraz sprzecznych potrzeb, nieakceptowanych przez nasze ego.
G.W.: Takimi niewygodnymi, nieakceptowanymi przez nas samych uczuciami są np. uczucia złości czy niechęci do bliskich, których się mimo wszystko kocha. Wtedy wypieramy je, tłumimy zagłuszamy i wydaje mam się nam, że ich nie ma. A tymczasem one są i żyją własnym życiem, mają swoją dynamikę i stają się tym niebezpieczniejsze, że są nie poznane, nieuświadomione, wypuszczone spod kontroli.
B.P.: Kiedy zaczynają dawać o sobie znać w postaci, której zupełnie nie kojarzymy z nimi, próbujemy szukać pomocy u lekarza. Po serii badań okazuje się jednak, że nic nam nie dolega. I wtedy słyszymy:” To tylko nerwica”, co jest pomniejszaniem i lekceważeniem niemałego dla pacjenta problemu. Na domiar złego słyszymy, że na to nie ma lekarstwa i z tym trzeba żyć, co jest nieprawdą. Nerwica to poważna choroba, wymaga żmudnej i specjalistycznej psychoterapii, ale jest do wyleczenia.
G.W.: Trzeba tylko uświadomić sobie przyczyny a te ujawnią się w toku psychoterapii.Błędem jest zwalczanie objawów bez ich zrozumienia. Każdy z nich jest komunikatem, coś znaczy, o czymś mówi. Trzeba należycie odczytać jego treść Niewłaściwie leczona nerwica prowadzi do poważnych uszkodzeń, a nawet do inwalidztwa. Odpowiednia psychoterapia leczy każdą nerwicę.
Robert nie zakończył jeszcze swoich wizyt w gabinecie psychoterapeutycznym. Czuje się znaczni lepiej, bardzo się jego życie w tym czasie zmieniło. Ale ciągle pragnie zgłębić przyczyny swoich dolegliwości, żeby się całkowicie od nich uwolnić.

Jolanta Pierończyk

Poszukiwanie straconego sensu życia
Nigdy człowiekowi nie było tak źle samemu ze sobą jak teraz. Problemy osobowościowe prawie nie istniały, a i nerwice miały inny charakter- wynikały z tłumienia naturalnych potrzeb, uchodzących wówczas za temat tabu i przyznawanie się do ich odczuwania mogło się potkać tylko z potępieniem. Dziś, w dużej mierze, nerwice zabarwione są problemami tożsamościowymi. Człowiek zaczyna tracić sens życia, gubi się w tempie zmian, ma kłopoty z adaptacją do nowych sytuacji. Jest w tym zapewne wina czasów,w jakich żyjemy: rozchwianie podstawowych filarów życia, niepewność, poczucie zagrożenia, ale i nieprzyzwyczajenie do decydowania o własnym losie.
-Niby więc wolno, zelżały nakazy, uelastyczniły się granice ludzkich możliwości, ale wiele osób straciło tym samym drogowskazy, bez których poruszać się nie potrafią- powiedziała Bogusława Penc z Gabinetu Psychologicznego w Tychach.
Ludzie boją się wziąć ster losu we własne ręce. Boją się ryzyka. Zazdroszczą tym, się wiedzie, a rzucić wyzwania losowi nie mają odwagi. Zaczyna przeważać przeświadczenie, że własnymi siłami niczego się nie osiągnie. Sukcesów, wysokiego standardu oczekują od szczęśliwego trafu w Totka czy innej grze. Nieudane próby potęgują uczucie bezsilności, beznadziejności...
-Było łatwiej- Przyznaje Bogusława Penc.-Dawne wzorce, nawet te najmniej życiowe, miały podstawową zaletę: stałość, niezmienność, niepodważalność. Wiadomo było co do kogo należy. Wyraźny podział ról na żeńskie i męskie wprowadzał w życie pewien porządek. Każdy grał w życiu rolę, do której od początku go przygotowywano. Nie było niespodzianek. Dzisiejszy chaos jest wynikiem zatarcia granic pomiędzy powinnościami kobiet i mężczyzn. I stąd już krok do problemów tożsamościowych.
Samotne matki borykają się z życiem i wychowywaniem dzieci.
Próbują robić wszystko, w rezultacie udaje się niewiele. Pochłonięte zarabianiem na życie, zaniedbują wychowanie. Rodzą się problemy. Zarówno dla nich samych jak i dla ich dzieci.
Jedni i drudzy są potencjalnym materiałem na pacjenta gabinetu psychologicznego.
- "... Miałem taki przypadek- wspomina Gerard Warcok ze wspomnianego Gabinetu Psychologicznego.-Chłopak był wychowywany tylko przez matkę. Wyrastał w poczuciu obawy o nią, a później odpowiedzialności. W pamięci dorosłego już mężczyzny pozostał ciężar tej odpowiedzialności. Odpowiedzialności, która przerastała jego nastoletnie niegdyś możliwości. W życiu dorosłym podświadomie dążył do uniknięcia obarczania się podobnym ciężarem."
-"...Może być też inaczej- uzupełnia B.Penc.- Chłopak porzucony przez ojca zaczyna przejawiać zainteresowanie własną płcią. Nie są to jednak typowe potrzeby homoseksualne, raczej chęć odwetu za odrzucenie przez ojca. Coś w rodzaju: „nie chciałeś mnie ty, to znajdę innych mężczyzn, którzy mnie zaakceptuj".
Każdy problem pogłębia się, kiedy dołączy doń samotność.
W Tychach samotność odczuwana jest bardziej niż gdziekolwiek indziej. Wynika z oderwania od korzeni i braku ostoi, jaką jest życiowa mądrość starszych rodu. Państwo M. Nie należą do pacjentów gabinetu psychologicznego, ale są jednymi z tych, którzy dom rodzinny zostawili dziesiątki kilometrów stąd. Rodzinne strony opuszczali bez żalu. Być razem wydawało się wtedy najważniejsze, a Śląsk wabił dodatkowo atrakcyjną pracą i szansą szybkiego dorobku. Minęły lata. Los nie do końca spełnił swoje obietnice, a oddalenie od rodziny zaczyna coraz bardziej ciążyć.
Wielu ludzi choć mieszka tu od lat nie identyfikuje się z Tychami, ze Śląskiem. Nie interesuje ich lokalna prasa, telewizja regionalna. Nie czują się związani z ziemią, na której żyją. Edyta Górniak w jednym z wywiadów przyznała że rozłąkę z bliskimi odczuwa bardzo dotkliwie. „tęsknię za długimi wieczornymi rozmowami, rosołem i łazankami przygotowywanymi przez mamę”- powiedziała. Samotność znosi w imię kariery oraz drogi, którą uznała za słuszną. Sukcesy utwierdzają ją w przekonaniu, że ma rację.
W każdym obcym środowisku można się odnaleźć, jeśli tylko wyznaczymy sobie cel istnienia w nim, twierdzą psychologowie. Odnalezienie swojego miejsca w labiryncie życia polega również na wyznaczeniu sobie hierarchii wartości. Rzecz w tym by wybrać to, co jest dla nas najważniejsze, co mniej, co najmniej. Można nawet ponumerować sobie cele i w niedalekiej odległości mieć zawsze tylko jeden – nie za wielki, jasno sprecyzowany. Prawdziwym skarbem jest natomiast grono dobrych, sprawdzonych przyjaciół, którzy stanowią oparcie nie gorsze niż rodzina.
Jolanta Pierończyk
„Nowe Echo” nr 31 1.08.1995 r.


Problem tkwi w nas
-Koniec starego roku, początek nowego- to okres dość trudny dla wielu osób. W tym czasie częściej niż w innych porach roku szukamy porady psychoterapeuty.

Gerard Warcok: Święta, które powinny być bardzo rodzinne, pogłębiać rodzinne więzi, nie zawsze takie są naprawdę. Presja wyidealizowanego obrazu w konfrontacji z rzeczywistością może wywoływać stany przygnębienia, niezadowolenia z siebie czy innych.
Bogusława Penc: Zima, krótkie dni, ciemność oczywiście same w sobie problemem nie są. Problem tkwi w nas. Przełom roku może rzeczywiście uruchamiać myślenie o nim. Jest to bowiem czas bilansowania sukcesów i porażek, osiągnięć nie zrealizowanych planów. Jeśli tych ostatnich jest więcej, to powodu do niezadowolenia nie ma.
G.W.: Kiedy za oknem zimno, ciemno, ponuro, problemy stają się dla pacjenta bardziej widoczne. To o na zewnątrz, łączy się z tym, co w środku i potęguje uczucie smutku, pustki, niezadowolenia.
B.P.: Niesprzyjająca aura jedynie uruchamia to, co w nas jest. Latem mniej zaglądamy w swoje wnętrze, zima zmusza nas do większego kontaktu z samym sobą. I wtedy problemy, dotąd poprzez większą aktywność spychane na margines, zostają przywołane.
Objawy, jakie nasi pacjenci w tym okresie nam sygnalizują, są podobne: depresyjne nastroje, wyciszenie, niechęć, niepokój, smutek. Sugestywnie działająca aura takie nastroje rzeczywiście może modelować. Przyczyny, tkwiące zwykle bardzo głęboko, są jednak mocno zróżnicowane.
G.W.: Przyczyny nie sezonowe.
-Jak sobie pomóc?
B.P.: Odradzamy poprawianie sobie nastroju lekami. Nie leczy to przyczyn, natomiast może prowadzić do uzależnienia. Najlepsza byłaby konsultacja z psychoterapeutą, co wiele osób niesłusznie kojarzy ze słabością czy wręcz upokorzeniem. Można oczywiście spróbować samemu przyjrzeć się sobie, skupiając się bardziej na zrozumieniu siebie i swoich zachowań niż na rozpamiętywaniu, przeżywaniu i rozczulaniu się nad sobą.
G.W.: Nie należy problemu odsuwać, bo kiedyś wróci, i to z większą siła
B.P.: Jeśli już ktoś nie zdecyduje się na opowiedzenie o nim psychoterapeucie, powinien przynajmniej próbować podzielić się swoimi odczuciami i nastrojami z przyjaciółmi. Czasem spojrzenie na problem z zewnątrz przynosi jakieś rozwiązanie.
- Czy fundowanie sobie specjalnych zajęć na zimę, by skrócić czas na rozmyślanie nad sobą, to usuwanie problem.
G.W.: Zdrowa aktywność jest jak najbardziej wskazana i zawsze zalecamy ją naszym pacjentom.
B.P.: Jest to dobry sposób na uniknięcie przykrych nastrojów. Warto jednak podjąć psychoterapię, gdy przykre nastroje powtarzają się dość często i trwają dłuższy czas. Jeśli w depresję wpędza nas każda zima, to znak, że może to być objaw sporego wewnętrznego konfliktu, który ujawnia się w okresie większej izolacji. Usypianie tego stanu jest w tym momencie nie najlepszym wyjściem.
Jolanta Pierończyk
„Nowe Echo” 16.01.2001 r.


 

 

 

Kontakt

Gabinet Psychologiczno – Psychoterapeutyczny
Psychoterapeutyczny Ośrodek Leczenia Nerwic
i Promocji Zdrowia Psychicznego


ul. Budowlanych 94
43-100 Tychy


Ośrodek czynny:
Poniedziałek – Piątek: 09.00– 20.00
Rejestracja osobista lub telefoniczna od godz. 13.00 do 16.00
(z wyjątkiem czwartków) tel. 32 327 78 77
oraz kom: 602 73 80 37, kom: 601 48 81 18
Pacjenci są przyjmowani po wcześniejszej rejestracji.